Michał Molenda

Cyfrowy nomada, programista, początkujący przedsiębiorca prowadzący software house CodeApps. Na blogu poczytasz o łączeniu pracy z podróżami, zarządzaniu projektami, produktywnością i czasem.

Maciej Lisowski – wywiady z cyfrowymi nomadami

Poniżej przedstawiamy wywiad z Maćkiem, który pracuje zdalnie z Filipin. Ten wpis jest pierwszym z serii „Wywiady z cyfrowymi nomadami”. Co jakiś czas będziemy publikować wywiady z osobami, które pracują przez internet i podróżują albo mieszkają w innym kraju.

Na początek krótko przedstaw się czytelnikom. Kim jesteś, co robisz i gdzie aktualnie mieszkasz?

Cześć! Nazywam się Maciej Lisowski, w tym roku strzeliła mi 30-stka, pochodzę z Ełku na Mazurach – i jakoś tak wyszło, że zająłem się robieniem stron internetowych. Moja przygoda z pierwszą stronką zaczęła się w 5 klasie szkoły podstawowej. Od tamtej pory wiedziałem, że to jest to czym będę chciał się zajmować w przyszłości – po prostu wciągnąłem się w to i do dziś robienie aplikacji internetowych traktuję jako hobby. Poza tym, uważam że jeżeli ktoś robi to tylko dla kasy to nigdy nie przebije hobbystów, a jest ich cała masa. Aktualnie pracuję jako starszy programista dla jednej z polskich agencji interaktywnych, gdzie wszyscy pracujemy zdalnie, a firma nie posiada nawet biura. Od dwóch lat mieszkam na Filipinach.

Jako, że tematyka bloga to podróżowanie i praca przez Internet to tego będziemy się trzymać. Na początek zaczniemy od podróżowania. Czemu akurat Filipiny i jak się tam znalazłeś?

Dlaczego Filipiny? Hehe… Wiesz co, pracowałem zdalnie z domu u siebie na Mazurach i niby wszystko było super – mieszkanie jest, praca jest, nie trzeba się niczym martwić. Nawet z domu do biura nie trzeba wychodzić. Super, prawda? Tak, ja wiem, marzenie niejednej osoby. Natomiast ja już taki jestem, że czegoś mi brakowało, chciałem coś zmienić. Od dziecka marzył mi się wyjazd do Azji, jak byłem mały, to strasznie jarałem się kulturą starożytnych Chin oraz Japonii. No i te dziewczyny… Azjatki bardzo mi się podobają, nie ma co ukrywać. Ze względów ekonomicznych nie wybrałem żadnego z tych dwóch krajów oraz dlatego, że jest tam problem ze znajomością języka angielskiego. Poczytałem w Internecie, że na Filipinach ponad 90% społeczeństwa posługuje się językiem angielskim – jest to ich język urzędowy. No i jest to prawda – w zasadzie z każdym dogadasz się po angielsku, może nie wszyscy mówią perfekcyjnie (ja również) natomiast nie ma problemów żeby uzyskać informacje, które są ci potrzebne w danym momencie.

To Twój pierwszy w raz w Azji? Nie myślałeś o przeprowadzce do innego kraju (np. Tajlandii). W czym Filipiny są lepsze?

Dokładnie, Filipiny to mój pierwszy i jak na tę chwilę jedyny kraj w Azji, który odwiedziłem – planuję pojechać na urlop do Tajlandii oraz Wietnamu, ale nie chcę tam zostawać na dłużej. Czytam w zasadzie na bieżąco jak wyglądają sprawy związane z turystami, którzy chcą zostać na dłużej np. we wspomnianej Tajlandii i nie widzę siebie w tamtym miejscu. Osoby takie jak ja, które chciałyby mieszkać jako turysta przez kilka lat, nie są zbyt mile widziane. Czytam o różnych sytuacjach policji z kontrolą dokumentów czy testami na narkotyki gdzieś w jakiś klubach – to nie dla mnie, po co mi ten stres. Na Filipinach tego nie ma. Wszyscy są uśmiechnięci, z policjantem na ulicy możesz sobie pożartować – zdarzyło mi się że sami zagadywali, skąd jestem, ile czasu już na Filipinach itd. Żaden nigdy nie robił problemów.

Nie bałeś się przeprowadzki do takiego dalekiego i egzotycznego kraju? Jak wyglądał proces przygotowania do przeprowadzki? Szef od razu to zaakceptował czy były problemy?

No tak i to jest trochę szalone, bo ja nigdzie wcześniej nie podróżowałem poza krótkimi wyjazdami wakacyjnymi gdzieś po Europie typu Anglia, Litwa, Włochy. Nigdy również nie wyobrażałem sobie, że mógłbym mieszkać poza granicami kraju na stałe. Co do przygotowań… To był w pewnym sensie spontan – podjęcie decyzji, że wyprowadzam się na Filipiny. Miałem w zasadzie wszystko co mi potrzebne do życia – mieszkanie, samochód, fajna praca. Jednak czegoś mi brakowało. Od dziecka marzył mi się wyjazd do Azji, więc zacząłem szukać w Internecie informacji i wybór padł na Filipiny z racji tego, że angielski jest ich językiem urzędowym, dzięki czemu większość Filipińczyków bardzo dobrze mówi po angielsku i nie ma problemów z komunikacją. Oczywiście musiałem zapytać szefa czy będzie mu przeszkadzać jeśli zmienię strefę czasową – tutaj nie było żadnych problemów, usłyszałem od niego „Jak dla mnie to możesz wyprowadzić się na księżyc byle byś miał Internet i robił swoje zadania”. Później musiałem jednak trochę poczekać do samego wylotu, ponieważ okazało się, że niedługo zbliża się termin ważności na dowód osobisty oraz paszport więc musiałem wyrobić nowe dokumenty. Do tego postanowiłem zaszczepić się na wściekliznę, żółtą febrę oraz japońskie zapalenie mózgu, plus podstawowe szczepienia typu dur brzuszny. Znam ludzi, którzy na nic się nie szczepili i mieszkają na Filipinach dłużej ode mnie także to każdy musi zdecydować sam, czy chce się zaszczepić czy też nie. Czy się bałem wyjazdu? Nie, to coś nowego, przygoda – byłem podekscytowany! Jak już byłem w podróży, to w Chinach gdzie spędziłem ponad 13 godzin na lotnisku, ponieważ samolot był opóźniony – sam siebie pytałem „Po co Ty tam lecisz?!”

Jacy są Filipińczycy? Jakbyś miał porównać ich zalety i wady do Polaków to co by to było?

Generalnie jako naród są bardzo sympatyczni, wiecznie uśmiechnięci, pomocni. Problem jest jakiś z facetami – często są to lenie do kwadratu, którym nie chce się pracować, a później narzekają jak im ciężko. Nie mówię, że wszyscy tacy są natomiast jest to zauważalne dla kogoś kto zostanie tutaj na dłużej niż pobyt wakacyjny. Oczywiście, Filipińczycy żyją też w przekonaniu, że każdy biały ma drzewko, z którego codziennie rano zrywa dolary i jest w cholerę bogaty. Na początku jest to strasznie irytujące (pamiętam jak przez pierwsze miesiące chodziłem wkurzony z tego powodu), później człowiek się przyzwyczaja i nie reaguje. Dodatkowo, jest się bardziej wyczulonym na to, kiedy cena dla białego jest inna niż dla Filipińczyka. Na to też jest sposób – trzeba się z nimi targować. Jak mieszkałem w Manili to to co mnie irytowało, to fakt że za każdym razem jak wsiadałem do taksówki to życzyli sobie +50P/+100P – w pewnym momencie przestałem korzystać z normalnych taksówek i zacząłem zamawiać te z „GrabTaxi” lub „Grab a Car” – tam nie ma tego problemu, także wszystkim którzy się tu wybierają polecam tę opcję. Porównywać do Polaków nie będę, bo to wszystko jest subiektywne, zależy w jakim otoczeniu się obracasz zarówno w Polsce jak i na Filipinach. Jedno mogę powiedzieć – Polacy są na pewno dużo bardziej pracowici i można na nich polegać, czego nie powiedziałbym o Filipińczykach.

Filipińczycy słyną z dobrej znajomości języka angielskiego. Potrafisz dogadać się w języku filipińskim czy wszędzie można dogadać się po angielskiego?

Tak, Filipińczycy bardzo dobrze mówią po angielsku i nie ma najmniejszego problemu aby się z nimi dogadać w tym języku. Problem jest innego rodzaju – czasem niechętnie rozmawiają po angielsku, przez co np. jak idę z dziewczyną do restauracji czy nawet do sklepu i pytam się o coś to nie odpowiadają mi po angielsku tylko po filipińsku rozmawiają z dziewczyną. Na co też znaleźliśmy sposób, ponieważ ona wtedy odpowiada po filipińsku „Nie wiem, rozmawiaj z nim” ? No i już wtedy nie mają wyjścia, muszą rozmawiać ze mną po angielsku. Spotkałem się też kilka razy z taką sytuacją, że poszliśmy do jej znajomych i tam wszyscy mówili po filipińsku (mimo tego, że potrafią doskonale mówić po angielsku, wszyscy z nich są po filologii angielskiej). Jeśli chodzi o moją znajomość filipińskiego to … ekhm… no znam trochę słówek, ale to w dalszym ciągu za mało, aby rozmawiać – wiesz, jakoś nigdy wcześniej nie potrzebowałem tego, bo naprawdę dosłownie wszędzie dogadasz się po angielsku.

Jak wygląda związek z Filipinką? To prawda, że tak jak wszystkie Azjatki są bardzo zazdrosne i jak się zdenerwują to potrafią rzucać czym popadnie?

Jeżeli chodzi o związek z Filipinką, to dla tych którzy by się tutaj wybierali, proponuję być ostrożnym i nie zakochiwać się w pierwszej poznanej dziewczynie. Było kilku takich co zakochało się po uszy, a później okazało się, że wybranka to niezły numer. I to czego doświadczyłem sam to to, że dziewczyny mieszkające w mieście takim jak Manila czy Cebu są zupełnie inne od tych mieszkających na prowincji (w większości przypadków). Te na prowincji są bardziej konserwatywne. Filipinki lubią białych i nie zawsze chodzi o pieniądze, ale to oczywiście (nie oszukujmy się) również ma wpływ – niektóre z nich wręcz tylko po to chcą złapać białego. Natomiast one też wolą białych, bo nie jesteśmy tacy jak Filipińczycy, którzy potrafią traktować kobiety bardzo przedmiotowo i zdradzać na lewo i prawo czy też bić – prawie każda z dziewczyn, którą poznałem mówiła, że jak była w związku z Filipińczykiem to ten ją bił.
No i tak… zazdrosne są jak cholera, moja dziewczyna czasem mnie pyta o jakieś rzeczy z przeszłości, kiedy jeszcze byłem w Polsce, a później nie odzywa się przez pół dnia, bo zazdrość ją gdzieś tam ciśnie w środku. Raz jak sobie głupio o czymś zażartowałem, to dostałem z liścia aż mi się gwiazdki pokazały – od tamtej pory już tak nie żartuje haha. No ale wiesz, one też są kochane, naprawdę, zupełnie inne mają wartości, z każdą gwarantuję będziesz miał ubaw po pachy, każda chętnie Ci we wszystkim pomoże i nie będzie chodzić z nosem zadartym do góry. My z Abegaile (tak ma na imię moja dziewczyna) w zasadzie się nie kłócimy, nie ma o co, a jak już to są to jakieś totalne pierdoły i nie jest to wielka kłótnia, a raczej wymiana argumentów. Do tego trzeba powiedzieć, że gotują bardzo dobrze i duża część z nich również potrafi zrobić masaż.

Dużo Polaków mieszka na stałe na Filipinach? Utrzymujesz kontakt z Polakami, czy wolisz towarzystwo Filipińczyków?

Czy dużo ich mieszka na stałe? Jak wyjeżdżałem z Polski to szukałem informacji na ten temat i udało mi się wtedy znaleźć jakiś artykuł, w którym było napisane, że jest ich około 500 – załóżmy, że niech będzie nawet i 1000 – to w dalszym ciągu nie za wiele. Polaków znam raptem 3 którzy tutaj są na dłużej, spotkaliśmy się kilka razy, ale nie jest to tak, że kolegujemy się, spotykamy co chwilę. Moje towarzystwo to w większości Filipińczycy oraz osoby z innych krajów takich jak USA, Francja, Niemcy oraz Indonezja. Samo się tak ułożyło, z racji tego że mieszkałem przez ponad rok czasu na osiedlu, które było dosyć blisko od lotniska więc siłą rzeczy pojawiało się tam dużo osób z różnych krajów.

A jak wyglądają sprawy wizowe? W Tajlandii jest to dość uciążliwe i osoby, które chcą zostać dłużej niż 3 miesiące muszą mocno kombinować. Jak to wygląda na Filipinach?

Na Filipinach nie ma żadnego problemu dopóki płacisz. Mówi się, że zamiast Philippines powinno się mówić Feelippines ? Generalnie sprawa wygląda tak, że na wizie turystycznej możesz przebywać na Filipinach 3 lata, po tym okresie musisz opuścić kraj chociaż na godzinę i możesz wrócić na kolejne trzy lata. Samo przedłużanie w tym okresie wygląda tak, że co dwa miesiące musisz iść do najbliższego urzędu imigracyjnego i opłacić pobyt. Ceny są różne, w zależności od czasu ile tu przebywasz także nie będę ich podawać. Dodatkowo dochodzi co roku koszt 50USD ACR-I Card – nazwijmy to dokumentem filipińskim potwierdzającym to, że jesteś turystą. Po prostu plastik ze zdjęciem i danymi osobowymi.

Opowiedz jeszcze trochę o kuchni. My mieliśmy duży problem, żeby znaleźć coś dobrego do jedzenia. Oczywiście nie licząc restauracji pod turystów, które miały odpowiednio wyższe ceny.

Wiesz co, to chyba zależy od tego na co się nastawiasz – jak jesteś przyzwyczajony do jakiś McDonaldów i innych śmieci to owszem może być problem, ale jak dla mnie generalnie kuchnia filipińska jest trochę podobna do polskiej – mięso, warzywa i sos – z tym że zamiast ziemniaków masz ryż. Jak jesteś w Manili to idź do BGC – tam znajdziesz mnóstwo przeróżnych knajp, gdzie na pewno znajdziesz coś dla siebie, a jak jesteś na prowincji – to gotuj sobie sam albo przyzwyczaj się do tego co gotują Filipińczycy. Jeśli chodzi o mnie to nie narzekam, smakuje mi prawie wszystko. Generalnie na co dzień to i tak gotujemy w domu, a jak wychodzimy to raczej na jakąś pizzę z racji tego że nie mamy piekarnika.

A jak wyglądają koszty życie na Filipinach?

To zależy od tego gdzie żyjesz, natomiast nie wierz w żadne bajki, że z pensją 2000 zł miesięcznie wyżyjesz na Filipinach – pamiętać trzeba, że są koszty wizy, wynajmu jakiegoś lokum, transport itp. Co do dużego miasta – z mojego doświadczenia to jest tak: za 1500 zł + rachunki możesz wynająć mieszkanie (jak Ci się uda tak jak mi to będziesz miał dwupokojowe, ale w większości przypadków za tę cenę jest jeden pokój) na ładnym zamkniętym osiedlu gdzie zawsze wtedy jest basen i siłownia. Czasem dochodzą jeszcze jakieś dodatkowe atrakcje. Osiedle takie jest strzeżone 24h. Generalnie cena 1500 zł w Manili nie dotyczy centrum, te w centrum w okolicach Makati sięgają 4000-5000 zł za miesiąc + rachunki za samo mieszkanie. Koszty jedzenia – to zależy czy gotujesz czy jadasz na zewnątrz, jeśli na zewnątrz to posiłek jest w cenie od 100P do 300P. Zależy gdzie.
Ceny spadają diametralnie jeśli jest się na prowincji, tak jak ja teraz gdzie za 700 zł + rachunki mam dom o powierzchni ok. 90m2. Również koszt żywności spada, pójdziesz na market i np. cena za jabłko jest 10P gdzie w Manili za to samo jabłko płacisz 25P i tak jest na każdym produkcie. Generalnie w tej chwili będąc na prowincji miesięcznie wydaję ok. 3500 zł przy czym nie żałuję sobie niczego.

To teraz trochę o Twojej pracy. Mógłbyś opisać dokładniej na czym ona polega?

Ja od dziecka interesowałem się tworzeniem stron internetowych, to było moje hobby i tak zostało po dziś dzień, dzięki czemu ta praca mnie nie męczy. Ja to po prostu kocham robić. Mogę siedzieć całymi dniami, uczyć się nowych rzeczy, rozwiązywać problemy. Aktualnie pracuję w agencji interaktywnej Frogriot.com, z którą związałem się przed wyjazdem na Filipiny. Były gorsze i lepsze chwile, ale nie widzę dla siebie innej firmy. Szef – najlepszy z najlepszych którego miałem w całej swojej karierze zawodowej, gdyby wszyscy tacy byli to firmy nie miałyby problemów z rotacją pracowników i wielu innych. Może Ci się wydać, że liże przysłowiowy tyłek, ale taka jest prawda. We Frogriot jestem starszym programistą, w zasadzie to byłem pierwszym pełnoetatowym pracownikiem. Team jest świetny, co tu dużo gadać.

Przed wyjazdem pracowałeś w biurze, a teraz od 5 lat pracujesz zdalnie. Jakbyś miał ocenić plusy i minusy obu trybów?

Kiedyś nie wyobrażałem sobie, że mógłbym pracować zdalnie, praca w biurze to było dla mnie to coś. No i to by było na tyle, bo wszystko się zmieniło po tym jak zacząłem pracować zdalnie i zarabiać te same pieniądze co w biurze, będąc na Mazurach a nie w Warszawie, bez straty czasu na dojazdy do biura i z możliwością luźniejszego dysponowania własnym czasem. Nie ma tego całego wyścigu szczurów, pseudo znajomych co tylko patrzą i szukają haków na Ciebie, bo zauważyli, że zaczynasz się wybijać. Nie wyobrażam sobie w tej chwili takiej sytuacji, że z własnej nieprzymuszonej woli idę pracować do biura. Nie ma takiej opcji.

To jeszcze troszkę „mięsa” dla osób bardziej technicznych. Jakich narzędzi oraz programów używasz w swojej pracy? Co pomaga Ci wykonywać zadania szybciej/sprawniej i chciałbyś polecić to innym programistom?

Jeśli chodzi o IDE to korzystam z Sublime Text z zainstalowanymi pluginami usprawniającymi pracę, z racji tego że nie koduję tylko w PHP, ale i w JavaScript, Elixir, NodeJS i używam bibliotek jak Angular oraz React to jednak pluginy się przydają – do kolorowania i podpowiadania składni chociażby. Do pisania JavaScript korzystam z JSX lub TypeScript. Jeśli chodzi o CSS to SASS. Do tego dochodzą narzędzia usprawniające kompilację plików i automatyzowanie pozostałych zadań przy tworzeniu projektów – takie jak Webpack, Grunt oraz Gulp (choć ten ostatni coraz mniej) – polecałbym dwie pierwsze opcje. Do pisania JavaScript jeśli nie potrzebuje ktoś JSX to polecałbym zapoznanie się z TypeScriptem. Do tego warto sobie zainstalować jakieś narzędzie które liczy czas, mi się to przydaje. Raz że widzę ile już czasu spędziłem nad danym zadaniem, a dwa jak widzę ten zegar to wiem że muszę skupić się w tej chwili na robocie, a nie na Facebook’u.

Różnica czasu między Polska a Filipinami to 6 albo 7 godzin (w zależności, czy u nas jest czas letni czy zimowy). Jak wygląda Twój dzień pracy? Nie ma problemów z komunikacją z resztą pracowników? Jakich programów używacie, aby być ze sobą cały czas w kontakcie?

Różnica czasu tutaj w zasadzie nie stwarza większych problemów. To jest też i mój obowiązek dostosować się do czasu, który jest w Polsce jeśli zajdzie taka potrzeba. Generalnie umówiłem się tak, że do 14 polskiego czasu w tygodniu jestem dostępny on-line gdyby któryś ze współpracowników mnie potrzebował (generalnie zazwyczaj jestem i tak dostępny dłużej, bo do 16 a czasem i do 17). Jeśli chodzi o mój tryb pracy to, gdy wstaję rano to po śniadaniu robię 4 godziny, później przerwa i loguję się ponownie, gdy jest około 9-10 rano polskiego czasu, aby pogadać o tym co zrobiłem i czy nie ma jakiś pilnych rzeczy do wykonania na teraz. Do komunikacji wewnątrz firmy korzystamy głownie ze Slacka – maili się nie wysyła, nie ma potrzeby. Czasem rozmawiamy na Skype jeśli jest jakaś kwestia, którą łatwiej będzie omówić podczas normalnej rozmowy zamiast pisać wypracowanie na czasie.

Dzięki za wywiad!

Dzięki serdeczne i wszystkim tym, którzy myślą o tym czy wyjechać gdzieś i pracować zdalnie czy nie – odpowiedz jest prosta: Jechać! I to już! Nie będziecie żałować.


  • Ari

    Mega inspirujące! Dziękuję za ten wywiad, dla mnie bardzo wartościowy!