Michał Molenda

Cyfrowy nomada, programista, początkujący przedsiębiorca prowadzący software house CodeApps. Na blogu poczytasz o łączeniu pracy z podróżami, zarządzaniu projektami, produktywnością i czasem.

Tomasz Maciejewski – wywiady z cyfrowymi nomadami

Na początek krótko przedstaw się czytelnikom. Kim jesteś, czym się zajmujesz i gdzie aktualnie mieszkasz? Długo pracujesz zdalnie?

Nazywam się Tomek. Staram się być pozytywnym wkładem we Wszechświat. Aktualnie mieszkam w Bangkoku. Zajmuję się, ogólnie rzecz ujmując, marketingiem internetowym, a w szczególności wykorzystaniem potęgi mediów społecznościowych. Zarówno dla klientów zewnętrznych, jak i moich projektów, a także inicjatyw non-profit. Tworzę pod swoim imieniem i nazwiskiem, w formie tekstowej na TomekMaciejewski.PL, jak i nagrywając wideo na YouTube.

Czemu zainteresowałeś się cyfrowym nomadyzmem? To był długotrwały proces czy podjąłeś decyzję o takim stylu życia pod wpływem jakichś wydarzeń?

Zawsze uwielbiałem poznawać w głębszy sposób miasta i kraje, które odwiedzałem. Przejście raz z wycieczką i wysłuchania kilku zdań od przewodnika nie wystarczało mi, by poczuć klimat danego miejsca. W czasie czasu wolnego zawsze biegłem w odwiedzane miejsca, aby wyciągnąć z nich coś więcej. Chciałem poczuć je jak mieszkaniec. Stąd wymyśliłem sobie, że chciałbym móc się nim na tymczasowo stać w różnych, czasem dalekich miastach. Nie miałem jednak pojęcia, jak to w praktyce zrealizować. W 2008 roku wpadłem na pomysł, aby odbywać staże w naszych ambasadach na całym Świecie. Niestety ówczesny poseł, który obiecał zbadać dla mnie temat, nigdy tego nie zrobił. Z perspektywy czasu idea wydaje się być bardzo naiwna, ale w jakimś stopniu ją sprawdziłem. Mimo porażki nie odpuściłem marzenia, choć tym razem jedyną drogą wydawało się zarobienie milionów i podróżowanie jak rentier.

Biorąc pod uwagę, że w międzyczasie zaliczyłem bankructwo mojego pubu, to luksus ciągłej zmiany miejsca zamieszkania wydał się mrzonką. Aż do czasu, gdy trafiłem na, nieistniejący już, rentier-blog.pl, na którym dowiedziałem się o idei digital nomads i książce Tima Ferrissa „4 godzinny tydzień pracy”…

Jak wyglądały Twoje przygotowania do tak dużej zmiany w stylu życia i sposobie pracy?

Jestem typowym przykładem „nie próbujcie tego w domu”. Mój pierwszy wyjazd do Tajlandii był dość ekstremalny, bo na chwilę przed wylotem okazało się, że biznes mający mi fundować pobyt tutaj nie ma szans wypalić. Kumulacja zdarzeń: zorganizowanie się w zupełnie innym kraju na innym kontynencie + konieczność znalezienia formy zarobku zaowocowała u mnie postanowieniem o systematycznej pracy nad blogiem i wykorzystaniem tego co wiem o marketingu internetowym. Pisałem w każdy poniedziałek relację z moich przygód na ówczesnego bloga Jak Wygrać Życie. Być może nie przyciągnęło to do mnie setek tysięcy czytelników, ale wzmocniło wewnętrzne przekonanie, że mogę pisać i daję z tym radę. Na tym fundamencie mogłem podjąć się zleceń, dzięki którym wróciłem z Tajlandii z identyczną kwotą jaką zabrałem tam w pierwszą stronę. Niezła sytuacja jak na 4 miesiące przygód w tym kraju 🙂

Czym się zajmujesz zawodowo, jak wygląda Twoja praca i typowy (jeśli taki istnieje) dzień pracy?

U podstaw tego czym się zajmuję leży fascynacja relacjami międzyludzkimi i tematem flow. Z tego powodu często występuję publicznie i przebywając w Poznaniu prowadziłem warsztaty z improwizacji teatralno-kabaratowej (choć bardziej w ujęciu praktycznym). Jak przenieść tego typu działania na pracę zdalną? Bardzo ciężko. Być może udałoby się będąc wieloletnim autorytetem w tych tematach, ale na to nie miałem czasu. Odpowiednikiem relacji w cyfrowym Świecie mają być media społecznościowe. Dlatego specjalizuję się w tym zagadnieniu, a szczególnie ich skutecznego wykorzystania dla promocji firm i projektów.

Typowy dzień pracy zaczyna się od porannych rytuałów zdrowotno-duchowych. Po śniadaniu, którym zwykle jest owsianka ze świeżym ananasem, rozpoczynam pierwszy segment pracy skupiony na ubieraniu w tekst notatek i pomysłów z poprzedniego dnia. Polska jeszcze śpi, więc można skupić się na pracy kreatywnej. Potem ruszam do jednego z pobliskich centrów handlowych na obiad. Zostaję tam w jednej z kawiarni na drugą część pracy, podczas której zajmuje się sprawami bieżącymi: przygotowywaniem zapasów postów, ustawieniem reklam, przygotowaniem materiałów dla uczestników moich kursów i odpowiedziami na wszelkie zapytania.

Mógłbyś opowiedzieć trochę o szczegółach swojej pracy? Jak pozyskujesz i utrzymujesz kontakt z klientami, jakich narzędzi używasz będąc w podróży oraz czy widzisz różnicę między pracą w podróży a pracą w domu/biurze?

Z uwagi na udaną współpracę z Piotrem Motylem z Biznes Ponad Granicami, a także chęć skupienia się na swoim nowym projekcie anglojęzycznym dotyczącym zakładania spółek offshore, mam więcej chętnych do współpracy niż jestem w stanie obsłużyć. Dlatego nowych klientów pozyskuję po prostu przez dbanie o jakość współpracy z obecnymi. Od początku tego roku stałem się jednak bardzo wybiórczy.

Co do różnicy w pracy…Bardzo szybko adaptuję się w nowych miejscach, więc w moim przypadku nie widzę różnicy, czy jestem w Polsce czy w Tajlandii. Nawet wolę pracować w podróży, bo mam większą motywację do maksymalnego wykorzystania minimalnej ilości czasu np. dwóch wolnych godzin w ciągu dnia. Stan pełnego skupienia (świetnie opisany w książce „Deep Work”) jest bardzo zbliżony do Flow, który bardzo sobie cenię 🙂

Pracowałeś wcześniej w biurze? Jeśli tak, jak porównałbyś pracę w biurze a pracę z domu / w podróży? Widzisz plusy i minusy obu metod?

Tak. Pracowałem w agencji interaktywnej i choć jestem wdzięczny za wyniesione stamtąd lekcje, to nie chciałbym wracać do stacjonarnej pracy w innej firmie. Dużo bezsensownych czynności, na które szkoda czasu i konieczność przebywania z niektórymi ludźmi, z którymi nie miałem ochotę przebywać. Szkoda życia na bezsensowny stres. Jak już się denerwować, to z powodu ryzyka swoich projektów, które prowadzą do realizacji marzeń, a nie pracy służącej tylko do przetrwania.
Potencjalnie dostrzegam zalety pracy biurowej. Przede wszystkim ze względu na możliwość stworzenia optymalnych warunków np. instalując monitory na odpowiedniej wysokości dla oczu. Dlatego w dalekosiężnej wizji chciałbym stworzyć stacjonarny zespół w Poznaniu budujący i wspierający projekty internetowe. Jednak do takiej odpowiedzialności za innych ludzi muszę się jeszcze przygotować. Na razie cieszę się wolnością 🙂

Pewnie jak każdy cyfrowy nomada uwielbiasz pracę zdalną. Ale nie ma co się oszukiwać, są też minusy. Mógłbyś wymienić kilka minusów takiego trybu pracy?

Zdecydowanym minusem jest nieprzewidywalność. Nie wiesz czy ulubiony stolik w kawiarni będzie dostępny jak przyjdziesz lub czy internet w apartamentowcu zadziała. Poza tym ciężej się skupić na pracy, gdy Świat za drzwiami oferuje tak wiele 🙂

Obecnie pracujesz z Tajlandii. Spotkałeś się kiedyś z negatywnym odbiorem ze strony klienta? Nie przeszkadza firmom brak osobistego kontaktu? Nie widzisz problemu z różnicą czasową?

Mam mało klientów, bo wiążemy się z reguły na dłuższy okres czasu i wszyscy wiedzą, na co się decydują pracując ze mną, także nie miałem kłopotów z tego tytułu. Jeśli z jakiegoś powodu nie wychodzi nam współpraca (miałem jedną taką sytuację) to sam proponuję szybkie zakończenie, bo bardzo wysoko cenię spokój ducha i obustronne pełne zadowolenie.

Będąc swoim szefem czasem trudno się zmotywować do pracy. Jakie masz sposoby na zwiększanie motywacji i produktywności? Udaje Ci się zachować tzw. Work-Life Balance?

Temat braku motywacji nie istnieje, gdy nie pojawiają się nieprzyjemne emocje związane z projektem. Dlatego w sytuacjach zniechęcenia do danego działania sprawdzam wewnętrznie co jest nie tak. Jakie emocje odwodzą mnie od zrobienia tego co mam do zrobienia i kierują do ucieczki w Świat Facebook’a lub czegokolwiek innego? Jeśli poradzę sobie ze sobą w wewnętrznym procesie, to pozostaje dobrze ustalić priorytet – jedną najważniejszą rzecz i działać.

Z Work-Life Balance bywa tutaj problem np. z powodu webinarów, które prowadzę o 20 polskiego czasu, a 2:00 tajskiego. Jednak obecny etap uważam za przejściowy i nie próbuję stworzyć idealnego systemu. Po prostu robię swoje, rozwijam się i cieszę życiem w tym pięknym kraju.

W listopadzie odbyła się w Bangkoku konferencja „Biznes ponad Granicami”, której byłeś współorganizatorem. Mógłbyś opowiedzieć jak wyglądało przygotowanie tak dużego wydarzenia na drugim końcu świata?

Konferencja mogła powstać tylko dzięki doświadczeniu Piotrka Motyla, który mieszka na stałe w Bangkoku i zorganizował tu już kilka wydarzeń dla Polaków. Bez kilku ludzi na miejscu byłoby to całkowicie niemożliwe, a i tak nie brakowało problemów ze strony Tajów. Moim obowiązkiem przy organizacji konferencji był kontakt z mediami, przygotowanie treści i promocja. Zadania, które mogłem swobodnie wykonywać zdalnie. Efekt przerósł pozytywnie nasze oczekiwania, bo w pierwszym dniu konferencji uczestniczyło ponad 110 osób. Ponadto bardzo wielu uczestników dopytuje się już o termin kolejnej edycji, co jest dla nas najlepszą oceną całego wydarzenia.

Jakie są Twoje plany zarówno zawodowe jak i podróżnicze na najbliższe miesiące? Mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy?

Do końca marca zamierzam skupić się na pracy i wyrabianiu pozytywnych nawyków mieszkając w Bangkoku. Potem przełączę się w tryb podróżniczy i ruszę do Wietnamu, a potem na południe Tajlandii. Przed weekendem majowym zamierzam wrócić do Polski, bo gdy pogoda sprzyja, to nie ma wspanialszego kraju na Świecie :). Zawodowo mierzę się z wyzwaniem pierwszego anglojęzycznego projektu. Dużo czynników wskazuje na to, że rozsądniej byłoby nadal świadczyć usługi polskim klientom, ale to nie powoduje u mnie dreszczy na plecach. A to jest dla mnie kluczowy test przy podejmowaniu decyzji. Póki nie mam poważnych zobowiązań, to chcę po raz kolejny zaryzykować. Jak wtedy gdy przyjechałem tu z biletem jedną stronę i dwoma tysiącami na koncie 🙂

Dzięki za wywiad!