Michał Molenda

Cyfrowy nomada, programista, początkujący przedsiębiorca prowadzący software house CodeApps. Na blogu poczytasz o łączeniu pracy z podróżami, zarządzaniu projektami, produktywnością i czasem.

Bezpieczeństwo w Tajlandii

Dzisiejszy wpis jest w pewien sposób rozwinięciem poprzedniego („Pierwsze kroki cyfrowego nomady w Tajlandii„). Jesteś już w Tajlandii. Przygotowałeś się do tego dobrze, znalazłeś tani lot, masz gdzie pracować. Ale czy to koniec niespodzianek? Tajlandia jest bezpiecznym krajem, ale nigdzie na świecie nie ma miejsca, w którym moglibyśmy robić wszystko i niczego się nie obawiać.

Przedstawiam wpis opisujący, czego należy się wystrzegać będąc w Tajlandii.

 

Mówienie źle o królu lub rodzinie królewskiej

Tajowie kochają zarówno króla i jego rodzinę. Oczywiście nie wszyscy, ale mówienie źle o rodzinie królewskiej jest bardzo źle odbierane i może przysporzyć nam sporo problemów. Jeśli robilibyśmy to publicznie, możemy mieć bardzo duże problemy z prawem. Obrażanie króla i jego rodziny jest karalne. A nawet jeśli policja się nie dowie o tym, to możemy zostać źle potraktowani przez samych Tajów. Niedawno po śmierci króla była sytuacja na Phuket, gdzie Tajowie rzucili się na innego Taja, który źle mówił o królu. Policja musiała bronić tego mężczyznę przed linczem tłumu.

Targowanie się z taksówkarzami / kierowcami tuk-tuków

Tajowie, którzy zarabiają na turystach mają to do siebie, że opanowali to do perfekcji. Przemieszczając się taksówkami, zawsze trzeba jeździć na licznik. Nawet jeśli stargujemy połowę z początkowej ceny to i tak pewnie sporo przepłacimy.

Prosty przykład. Z Khao San Road do centrum handlowego Siam kierowcy mówią ok. 400-500 batów (ok. 45-55 zł), ale chętnie się targują. Bez problemu zejdą do 250-300 batów (ok. 30-33 zł). Może się to wydawać dobrą ceną, ale jadąc na licznik zapłacimy 80-100 batów (ok. 12 zł). Wielu turystów z np. Anglii czy Rosji nie pytają o cenę – po prostu jadą i płacą. Tajowie wykorzystują to mówiąc wszystkim mocno zawyżoną cenę.

Zdarza się, szczególnie w miejscach turystycznych, że kierowca nie chce zgodzić się na jazdę na licznik. Trzeba podziękować i złapać kolejną taksówkę. W końcu się ktoś zgodzi, a my sporo zaoszczędzimy 🙂

Wyluzowani ludzie na imprezie

Chyba każdy słyszał opowieści o podrzuconych do bagażu narkotykach. Szczerze mówiąc, nigdy nie słyszałem o takiej historii od kogoś, kto faktycznie miał taką sytuację. Za to słyszałem wiele historii o Tajach, którzy na imprezach czy na recepcji hotelu proponują kupno narkotyków. Przeważnie są to wyluzowane osoby, które często same palą skręta. Wydaje się, że wszystko jest w porządku, ale gdy coś kupimy nagle pojawia się policjant. Do więzienia za to nie trafimy, ale trzeba będzie się przygotować na bardzo duży wydatek.

Pilnuj swojego drinka / portfela na imprezie

Imprezy mają to do siebie, że dużo osób po kolejnym piwie czy drinku przestaje się pilnować. Szczególnie, jeśli odwiedzamy miejsca słynące z dużych imprez jak Soi Cowboy czy Full Moon Party. Jeśli chcemy napić się drinka lub tzw. bucket drink (różne alkohole w kubełku do zabaw piaskowych) zawsze patrzmy z czego to jest robione. Jeśli miejsce nie wzbudza naszego zaufania to lepiej kupić alkohol w sklepie i samemu przyrządzić sobie drinka. Szczególnie, że na stoiskach do drinków, często w butelce po dobrym alkoholu jest po prostu najtańsza wódka.

Dzielnice czerwonych latarni

Prostytucja w Tajlandii jest nielegalna, ale znalezienie takich miejsc nie jest żadnym problemem. A często nawet policja „pilnuje tam porządku”, więc tym bardziej jest to okropna hipokryzja.

Odwiedziła nas kiedyś w Bangkoku koleżanka, która chciała pójść na piwo do takiego miejsca. Usiedliśmy w pierwszej lepszej knajpie i byliśmy świadkami ciekawej sceny. Przy barze siedział pijany biały, a obok niego dwie Tajki, które bardzo się do niego kleiły. Było widać, że bardzo mu to odpowiadało. Jak już chwilę z nim posiedziały, jedna zaczęła się jeszcze bardziej do niego tulić, a druga w tym czasie wyciągnęła mu portfel z tylnej kieszeni, wyjęła wszystkie pieniądze po czym uśmiechnęła się do nas i odeszła. Myślę, że takich naiwnych „farangów” i tak jest na pęczki, nie bądź kolejnym 🙂

Knajpy tylko pod turystów

Zdarzają się knajpki, które widać, że są stworzone specjalnie pod turystów. Nie jest to żadna reguła, ale lepiej chodzić do miejsc w których jadają Tajowie. Nie dość, że w takich miejscach mamy pewność co do jakości i świeżości jedzenia, to jest w nich dużo taniej oraz jedzenie jest o niebo lepsze.

My wybierając knajpy w Tajlandii mamy jedną zasadę: czym knajpa wygląda gorzej i jest w niej dużo Tajów, tym lepsze jedzenie 🙂 Naszym hitem jest knajpa Mama Pooh’s Kitchen na Koh Phangan. Oprócz kilku stolików w knajpie było pełno starej elektroniki. Kupa kabli, starych telewizorów, odtwarzaczy dvd nie robiła dobrego wrażenia, ale było to jedno z lepszych miejsc, do którego stale wracaliśmy.

Jeśli nie wierzycie, obejrzyjcie zdjęcia poniżej lub przejrzycie profil tej knajpy na tripadvisor.com 🙂

Powyższe zdjęcie nie są mojego autorstwa i pochodzą ze strony tripadvisor.com

Pomocni Tajowie

Problem występujący szczególnie w Bangkoku. Wybierając się do popularnych miejsc turystycznych nie raz usłyszycie, że macie pecha, bo dzisiaj to miejsce jest nieczynne, ale chętnie zabiorą Cię w inne, znacznie lepsze. Akurat dzisiaj i akurat ta osoba zna ciekawsze miejsce. Przypadek? 🙂 Nie wierzcie w to, pod miejscami turystycznymi jest bardzo dużo naciągaczy, którzy zaprowadzą Was do sklepu z garniturami kuzyna lub małej świątyni, w której zapłacicie za wejście tyle co do Grand Palace.

Do nas 2 razy i to w rocznym odstępie czasu w Parku Lumpini podszedł Taj, który bierze za rękę i uciska w takie miejsce, że palec wskazujący sam drga. Po tej sztuczce, zaczyna robić masaż barków przy okazji wskazując miejsca, które są napięte. Po takim pokazie opowiada, że jest masażystą w szkole muay thai i może tanio nam zrobić masaż, który rozwiąże problemy, które przed chwilą u nas znalazł.

 

Jak wspomniałem na początku, Tajlandia jest bezpieczna. Przy zachowaniu odrobiny ostrożności nie powinno nic się stać i będziesz wspominać Tajlandię tak samo dobrze jak my po 2 latach mieszkania tam.