Michał Molenda

Cyfrowy nomada, programista, początkujący przedsiębiorca prowadzący software house CodeApps. Na blogu poczytasz o łączeniu pracy z podróżami, zarządzaniu projektami, produktywnością i czasem.

Bartek Tofel – wywiady z cyfrowymi nomadami

Dzisiaj kolejny, już trzeci wywiad z serii „Wywiady z cyfrowymi nomadami”. Tym razem przepytałem Bartka z bloga Cyfrowi Nomadzi.

Zapraszam!

Na początek krótko przedstaw się czytelnikom. Kim jesteś, czym się zajmujesz i gdzie aktualnie mieszkasz? Długo pracujesz zdalnie?

Hej, nazywam się Bartek Tofel, mam 33 lata i pracuję jako specjalista od automatyzacji testów oprogramowania. Swoją „przygodę” z pracą zdalną zacząłem w maju 2014 roku i trwała ona 2 lata, a obecnie pracuję on-site w Barcelonie 🙂

Zacząłem niedawno serię wpisów dla osób, które chciałyby zostać programistami. To co robisz zawodowo bardzo pasuje do tematu. Mógłbyś opisać dokładniej, czym się zajmujesz, jak wygląda Twoja praca, jak się nauczyłeś tego i doszedłeś do miejsca, w którym obecnie jesteś?

Mówiąc najprościej, moja praca polega na, jak to się ładnie nazywa, zapewnianiu jakości na wszystkich etapach produkcji oprogramowania. I choć zawiera to trochę optymalizacji procesu jego wytwarzania i trochę monitorowania jego pracy „na produkcji”, to większość mojego czasu poświęcam na sprawdzenie, czy soft działa zgodnie z wymaganiami (i nie działa niezgodnie z nimi). Ta najbardziej widoczna część mojej pracy ma z reguły dwa etapy: ręczne „przeklikanie” jakiejś części aplikacji, by ją poznać, a następnie, w oparciu o tę wiedzę, stworzenie testów automatycznych, które tę samą pracę wykonają znacznie szybciej i które mogą być wielokrotnie używane.
 
Jak się nauczyłem swojego zawodu? Cóż…. Miałem trochę szczęścia. Skończyłem bowiem psychologię i antropologię kulturową, a pracę w IT zacząłem, bo znajomy szukał dobrego testera do projektu, w którym pracował i zaproponował mnie swojemu szefowi. Dostałem tam szansę i ją wykorzystałem, choć łatwo nie było, bo musiałem się nauczyć wszystkiego w locie, w chaotycznym i napiętym korporacyjnym środowisku. Po półtora roku pracy tam mieliśmy przestój w projekcie, więc wykorzystałem ten czas, by nauczyć się Javy i Selenium (biblioteki umożliwiające interakcje z przeglądarką internetową z poziomu kodu) i dzięki tym skillom znalazłem kolejną pracę, która polegała tylko i wyłącznie na automatyzacji testów.

Dzięki pracy zdalnej udało Ci się wraz z dziewczyną i adoptowanym w Meksyku psem Django przejechać samochodem 58 000 km przez ponad 20 krajów. Mógłbyś opisać jak to wyglądało? Jak udawało Wam się pracować w samochodzie? Nie mieliście problemów z internetem? Nie mieliście problemów z klientami/terminami przez tak wymagającą podróż?

No cóż… Nigdy nie pracowaliśmy z samochodu i takie wyobrażenie wydaje mi się zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości, w której pracuje się 8h dziennie. I to według mnie nawet, gdyby mieć fajnego kampera (a my mieliśmy tylko terenówkę).
 
Może na początku powinienem powiedzieć, że nie pracowaliśmy przez całość podróży, a jedynie przez jej pierwsze 9 miesięcy. Wtedy jednak przemieszczaliśmy się/podróżowaliśmy tylko w weekendy. W tygodniu pracowaliśmy z domu, bo w każdym miejscu, w którym byliśmy staraliśmy się wynająć dom lub mieszkanie, z którego moglibyśmy spokojnie pracować. Czasem były z tym problemy, szczególnie z dobrym internetem, ale ostatecznie za każdym razem udało nam się znaleźć coś, co mniej lub bardziej spełniało nasze wymagania i mieściło się w naszym budżecie (to jest często problem, bo z reguły jesteśmy w zasadzie ograniczeni do wynajmów wakacyjnych, a te są drogie).

A co z bezpieczeństwem? Kraje takie jak Meksyk czy Kolumbia słyną z tego, że nie jest tam bezpiecznie. Mieliście jakieś niebezpieczne lub przykre sytuacje?

Nie, nie mieliśmy. Te kraje słyną z niebezpieczeństwa, ale to głównie efekt generalizacji, jakim poddajemy newsy. W Meksyku spędziliśmy 5 miesięcy, a w Kolumbii prawie 3 i najgorsze co nam się przytrafiło to kradzież plecaka w tym ostatnim kraju. Nie musieliśmy nawet nikomu ani razu dać żadnej łapówki, mimo amerykańskich blach na samochodzie.
 
Prawdą jednak jest, że nie jest tak bezpiecznie, jak w Europie. To się czuje, a recepta na to, żeby uniknąć kłopotów jest z reguły prosta: nie szukać ich. Nie włóczyć się po pijanemu po mieście nocą, nie chodzić do slumsów szukać narkotyków i generalnie nie kupować ich z nieznanego źródła, nie obnosić się z kosztownościami/pieniędzmi. Mógłbym powiedzieć, że to kwestia zdrowego rozsądku, ale prawda jest taka, że dla każdego znaczy to trochę coś innego…

Myślę, że to pytanie będzie ciekawe dla osób, które marzą o takiej podróży jak Wasza (np. dla mnie :)). Jak udało Wam się ją sfinansować? Czy 2 osoby, które pracują zdalnie dla firm z Polski są w stanie się utrzymać w krajach, które są droższe niż nasz? Większość cyfrowych nomadów wybiera jednak kraje tańsze jak np. Tajlandia.

Nie powiedziałbym, że kraje Ameryki Łacińskiej są droższe niż Polska (a może raczej nie tyle Polska, co Warszawa), to imho podobny poziom. Kiedyś liczyłem ile mniej więcej wydawaliśmy na miesiąc na naszą trójkę i samochód, kiedy pracowaliśmy zdalnie i wynajmowaliśmy domy i mieszkania, i wychodziło to może jakieś 6000 złotych na miesiąc do podziału na dwie osoby. Czyli na osobę mniej więcej tyle, ile wydawałem mieszkając w Warszawie, może nawet odrobinę mniej.
 
Co do pracy dla firm z Polski, to już zależy jaką kto ma prace. Jeżeli jesteś architektem Java i zarabiasz 20000 zł na miesiąc, to raczej nie będzie to dużym problemem. Ale jeśli zarabiasz 2000 zł na miesiąc, wtedy praca zdalna z Ameryki Łacińskiej, może nie być najlepszym pomysłem i wtedy lepiej albo skierować się do Tajlandii albo popracować nad podniesieniem swoich umiejętności i znalezieniem czegoś lepiej płatnego.
 
Tak więc niestety nie posiadamy tutaj żadnych tajnych trików, którymi moglibyśmy się podzielić. Poza tym zwyczajnym: mieć zawsze finansowy bufor na nieprzewidziane sytuacje i realistycznie oceniać swoje możliwości finansowe podczas planowania wydatków.

Jeżdżąc po takich ciekawych krajach jak Meksyk, Peru czy Boliwia pewnie ciężko się zmotywować do pracy. Masz jakieś rady dla osób, które mają z tym problem?

Szczerze? Nie 🙂 Dla mnie to prosta piłka: albo pracuję albo wracam do Polski. A skoro nie chcę wracać do Polski (a nie chcę), no to nie pozostaje mi nic innego niż dobrze wykonywać swoją pracę 🙂 Kwestia wyboru i świadomości konsekwencji tych wyborów.

Czemu zainteresowałeś się cyfrowym nomadyzmem? To był długotrwały proces, czy podjąłeś decyzję o takim stylu życia pod wpływem jakichś wydarzeń?

Wszystkiemu winien jest Antek Myśliborski, który gdy chciałem rzucić pracę w korpo i pojechać w dłuższą podróż, namawiał mnie żebym dał szansę pracy zdalnej, którą on już wtedy, w 2014 roku, wykonywał od roku czy dwóch. I to pod wpływem jego namów stwierdziłem, że zobaczę z czym to się je. Pracy nawet nie musiałem za bardzo szukać, bo w tym czasie odezwała się do mnie pewna polska firma proponując pracę, więc od razu na wstępie postawiłem warunek, że chcę pracować zdalnie, jeśli zdecydują się mnie zatrudnić. I tak też się stało.

Wcześniej pracowałeś w biurze? Jak wyglądały Twoje przygotowania do tak dużej zmiany w stylu życia i sposobie pracy?

Szczerze? Prawie żadnych przygotowań nie pamiętam. Ot testowy miesiąc pracy z domu zamiast z biura, żeby zobaczyć, czy jestem w stanie się do pracy zmotywować i czy komunikacja z resztą zespołu nie będzie bardzo kulała. Potem założenie konta w banku, który nie pobiera prowizji za wypłaty z bankomatów zagranicznych i dalej pozostał już tylko zakup biletu lotniczego 😉

Teraz pracujesz i mieszkasz w Barcelonie. Czemu akurat tam? Nie tęsknisz za podróżami i ciągłą zmianą miejsc?

Hehe… Czemu Barcelona? Bo to najlepsze, realistycznie rzecz biorąc, miejsce do życia na tej planecie. Ma prawie wszystko: dobrą architekturę, dobre jedzenie, mnóstwo wydarzeń kulturalnych i świetną lokalizację. Masz tu i super morze z pięknym wybrzeżem, i piękne góry w odległości 30 minut – 3h jazdy autem. A w tych górach co tylko chcesz: zimą super narty, cały rok jedne z głębszych w Europie jaskiń, wiosną i latem świetne tereny do kanioningu, latem tysiące kilometrów szlaków do zdeptania, bardzo dobre miejsca do paralotniarstwa… A do tego, może zabrzmi to brutalnie, ale… pierwszy świat. Wszystko tu działa, jest bezpiecznie, żyje się łatwo i przyjemnie. Jedyny zgrzyt to ciągłe i szybko rosnące ceny wynajmu/zakupu nieruchomości i masa turystów 😉
 
Co do podróży i ciągłej zmiany miejsc, to ta ostatnia po jakimś czasie staje się bardzo mecząca i cieszę się, że nie muszę już tego robić 😉 Osobom, które nigdy nie pracowały zdalnie chyba warto powiedzieć, że nie ma to nic wspólnego z prawdziwą podróżą, bo jesteśmy ograniczeni przez dziesiątki czynników związanych z pracą i nasza wolność wyboru zarówno miejsca, w którym przebywamy, jak i tego na co poświęcamy czas, jest w przeważającej mierze podporządkowana wymaganiom pracy.
 
Więc ze swojej perspektywy ludziom, którzy naprawdę lubią podróżować, nigdy nie polecałbym pracy zdalnej jako docelowego rozwiązania. Według mnie lepiej po prostu rzucić pracę i pojechać w podróż, niż decydować się na taki mix.

Pewnie jak każdy cyfrowy nomada lubisz pracę zdalną. Ale nie ma co się oszukiwać, są też minusy. Jest coś co Tobie przeszkadza w takim trybie życia?

Haha… Jasne. Największym minusem jest dla mnie kwestia relacji z ludźmi. Zarówno z pracy, jak i spoza niej. Jakość komunikacji zdalnej jest nadal bardzo niska w porównaniu z kontaktem na żywo, więc czasem nawet banalna wymiana informacji jest utrudniona (nie będę tutaj już dodawał nawet kwestii różnicy stref czasowych). Poza tym podczas komunikacji zdalnej, która jest ograniczona z reguły do kwestii zawodowych, nie tworzą się praktycznie żadne osobiste więzi ze współpracownikami, bo te zawiązują się podczas interakcji niesłużących bezpośrednio pracy (np. rozmowy przy kawie czy na obiedzie).
 
Druga kwestia jest taka, że przez taki tryb życia cierpią relacje osobiste. Te, które już mamy słabną ze względu na brak wystarczającej interakcji. A nowe trudno jest nawiązać. Poznajemy może więcej osób niż podczas stacjonarnego trybu życia, ale nie mamy wystarczającej ilości czasu, by te relacje pogłębić i uczynić czymś naprawdę istotnym i wartościowym. Bo według mnie tym, czego wymagają ważne/wartościowe relacje, jest właśnie czas. A w wypadku cyfrowego nomadyzmu niejako wiadomo, że albo my za jakiś czas gdzieś się przemieścimy albo druga osoba. Więc w wypadku relacji to dla mnie trochę takie ślizganie się po powierzchni.
 
Oczywiście praca zdalna ma też swoje niepodważalne zalety. Dla mnie to kwestia balansu. Trochę pracy zdalnej, trochę życia na miejscu (najlepiej w tym samym miejscu, tam gdzie mamy „home base”). By mieć to, co najlepsze z obu trybów.

Na koniec trochę motywacji a la Coach Mike. Jakbyś miał doradzić coś osobom, które chciałyby podróżować, ale się boją – to co by to było?

To zależy, ile mają lat. Jak 20, to rzucić wszystko w diabły i jechać w podróż. Jak 35, to dobrze to zaplanować, a potem rzucić wszystko w diabły i jechać w podróż 😉

Dzięki za wywiad!