Blog o cyfrowym nomadyzmie, programowaniu i podróżach

Dojazd na Koh Phangan z dzieckiem

Mimo, że podróżowanie po Tajlandii nie jest dla nas nowością, a trasę Bangkok > Koh Phangan pokonywaliśmy kilkanaście razy to przygotowanie do naszego pierwszego wyjazdu z Mają było nie lada wyzwaniem. Jak ułożyć trasę tak, żeby była komfortowa przede wszystkim dla dziecka, ale też dla nas? Do tego byłoby fajnie, jakbyśmy nie zbankrutowali.

Najbardziej bałem się wyjścia z lotniska. Po wielu godzinach lotu, z bagażami, w najgorętszym mieście świata. Do tego z Mają, która nie wiadomo jak zniesie dwa loty i pierwsze godziny w nowym miejscu. Gdybyśmy byli sami to wyszlibyśmy przed lotnisko i tam złapali taksówkę. Wychodzi taniej niż taksówka na lotnisku. Z małym dzieckiem jest trochę trudniej, więc zdecydowaliśmy się na kierowcę , który oferuje przejazdy taksówką z fotelikiem. Znalazłem taką usługę na TripAdvisor. Samochód czekał na nas na lotnisku. Wsadzamy dziecko do fotelika, bagaże do bagażnika i jedziemy. Bez czekania w kolejce, bez szukania taksówek, bez martwienia się, czy wózek zmieści się do bagażnika (większość taksówek w Bangkoku w bagażniku ma butle z gazem). Koszt takiej usługi to niecałe 130 zł. Z taksówkę przed lotniskiem zapłacilibyśmy ok. 40-50 zł, ale warto było. Oszczędziło nam to dużo stresów.

Skorzystaliśmy z firmy TransferBKK. Wszystkie sprawy załatwiliśmy za pomocą e-maila. Podróż przebiegła komfortowo i bez problemów, a Maja poszła spać w foteliku.

Kolejnym problemem do rozwiązania była kwestia dostania się na wyspę. O dostępnych opcjach pisałem we wpisie Transport z Bangkoku na Koh Phangan / Koh Samui. Chcieliśmy uniknąć spędzenia 20 godzin w podróży, więc nasz dojazd na Koh Phangan rozbiliśmy na 2 dni.

Pierwszego dnia polecieliśmy samolotem do miasta Surat Thani. Lot był o 11:40, więc pora idealna. Nie musieliśmy zrywać się bladym świtem, ale mieliśmy jeszcze kawałek dnia. Lot trwa tylko godzinę i 15 minut, więc chwilę przed 13 byliśmy na miejscu. Na lotnisku odebraliśmy samochód, zarezerwowany wcześniej przez internet. Po pokonaniu 100 km dotarliśmy do miasteczka Khanom, gdzie w hotelu Le Pes Villas zostaliśmy na noc. Pensjonat ten jest niasamowity. Cisza i spokój oraz bardzo miła obsługa. Jesli ktoś planuje odwiedzić Khanom, śmiało polecam.

Miasteczko to słynie z tego, że w wodzie można spotkać różowe delfiny. Nie widzieliśmy tego na żywo, nie wiem jak to wygląda, ale atrakcja ciekawa, nie powiem. Może uda nam się zostać w tym mieście trochę dłużej w drodze powrotnej 🙂

Samochód zarezerwowaliśmy w firmie Hertz za pomocą ich oficjalnej tajskiej strony. Można albo zapłacić przez internet albo na miejscu. My wybraliśmy tę drugą opcję na wypadek nieprzewidzianych sytuacji czy opóźnień. Firma Hertz ofertuje również wypożyczenie fotelika, ale tylko dla starszych, już siedzących dzieci. Wybraliśmy najtańszą opcję, więc myślałem, że dostaniemy malutki samochodzik, do którego ciężko będzie zapakować nasze bagaże i wózek. Na szczęście dali nam nową Toyotę Yaris, którą jeździ się bardzo komfortowo. Należy pamiętać, że nawet jeśli wybierzemy opcję płatności na miejscu, to możemy zapłacić tylko kartą kredytową. Pamiętaj też, że w Tajlandii jest ruch lewostronny, a samochody mają automatyczną skrzynię biegów.

Następnego dnia rano udaliśmy się do pobliskiego portu w Donsak, z którego odpływa prom na Koh Phangan. Wybraliśmy fimę Raja Ferry a bilety kupiliśmy przez internet. Za dziecko poniżej 100 cm wzrostu się nie płaci, więc musieliśmy kupić bilet na samochód + 1 pasażer. Kierowca jest wliczony w cenę samochodu. Proces wygląda tak, że z wydrukowanym wcześniej biletem idziemy do biura. Tam dostajemy normalny bilet + kartkę, którą musimy nakleić na szybę. Podjeżdżamy do portu i tam obsługa mówi nam, gdzie mamy się ustawić. Prom płynie 2,5h, więc o 12:30 byliśmy na wyspie.

Bilety na prom można oczywiście kupić też na miejscu, ale wtedy musimy stać w kolejce oczekujących. Jeśli zostaną jakieś wolne miejsca to wpuszczają samochody według kolejności. Może się okazać, że będziemy musieli poczekać na kolejny prom, ponieważ chętnych jest dużo.

Mimo, że nie był to ani najszybszy ani najtańszy sposób, to dla nas najlepszy. Rozbicie podróży na dwa dni i wynajęcie samochodu już w Surath Thani, a nie na wyspie bardzo poprawiło nasz komfort. Byliśmy niezależni, nie musieliśmy się nigdzie śpieszyć. Chcieliśmy zrobić przerwę na karmienie czy spacer, to po prostu robiliśmy. Dodatkowo, wynajem samochodu na Koh Phangan wychodził sporo drożej.

 

Programista z 10 letnim stażem, prowadzący software house Code Apps. Fan pracy zdalnej i cyfrowego nomadyzmu. Tata małej Mai.

Na blogu poczytasz o programowaniu, zarządzaniu projektami, prowadzeniu firmy, cyfrowym nomadyzmie i podróżach z małym dzieckiem.

Zapraszam, Michał :)

Zobacz więcej o mnie.

Newsletter