Blog o programowaniu, prowadzeniu firmy i cyfrowym nomadyzmie
Karol Piekarz

Strateg, pokerzysta i cyfrowy nomada, czyli Karol Piekarz

Zapraszam do kolejnego wywiadu z serii rozmowy z cyfrowymi nomadami. Karol Piekarz jest zawodowym pokerzystą. Gdy mieszkaliśmy w Tajlandii często słyszałem, że na Phuket mieszka dużo osób, które utrzymują się z gry on-line. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale w końcu udało mi się dotrzeć do Polaka, który zawodowo zajmuje się właśnie profesjonalną grą w pokera. Jak widać, cyfrowi nomadzi to nie tylko osoby związane z branżą IT. Na szczęście 🙂

Zapraszam!

Cześć! Na początek przedstaw się czytelnikom. Kim jesteś i co robisz?

Witam !

Cóż, strateg to dość kompleksowy rzeczownik i przede wszystkim tak bym się określił.

Zajmuję się analizą danych i podejmowaniem optymalnych decyzji w oparciu o niepełne informacje. Będąc jeszcze bardziej precyzyjnym, od 12 lat jestem zawodowym pokerzystą.

Także poświęcam czas naukom społecznym i kognitywistyce. Lubię podróżować i odkąd pamiętam robię to na różne sposoby.

Nazywam się Karol i z tego miejsca chciałbym podziękować za zaproszenie – bardzo mi miło.

Żyjesz z gry w pokera. Dla wielu osób może wydawać to się niesamowite a dla wielu nieprawdziwe. Opisz proszę, jak zaczęła się Twoja przygoda z pokerem i jak stał się on Twoim głównym źródłem dochodów.

Wbrew temu, co wydaje się ludziom spoza branży lub amatorom pokera, większość zawodowych pokerzystów wywodzi się z dyscyplin na pierwszy rzut oka nieskorelowanych z pokerem.

Są to szachiści, ex-sportowcy, zawodnicy gier strategicznych tj. starcraft, magic the gathering itp. Generalnie elementem spójnym dla takiego przejścia, jest element strategiczny, który łączy w/w dyscypliny.

Więc jakby to ładnie powiedzieć – elementem, który przyciąga do Pokera nie są ani karty ani pieniądze, tylko możliwości strategiczne, jakie ta gra oferuje.

Możliwość uzyskania mierzalnej i widocznej przewagi nad przeciwnikiem, w wyniku uprzednio włożonej ciężkiej pracy na wielu płaszczyznach (fizycznej, psychicznej, intelektualnej), jest tym właściwym i koniecznym elementem uzyskania zdrowej gratyfikacji, dla której ludzie poświęcają się tej grze i ciągłej pracy nad swoim warsztatem.

Więc nie będzie teraz chyba niczym dziwnym, jak powiem Ci, że nigdy kart nie lubiłem (lub raczej „grania w karty”) – do tej pory nie wiem jak się gra w 1000, makao czy inne gry karciane.

Za to od najmłodszych lat lubiłem rywalizację intelektualną, lubiłem czytać, gromadzić wiedzę i analizować. A w późniejszych latach doszła do tego rywalizacja sportowa.

W szkole średniej dużo grałem w gry strategiczne takich jak Starcraft czy AoE. Trenowałem też kick-boxing a zdarzało mi się także nietypowo wagarować, bo zrywałem się z lekcji żeby poczytać przy kawie artykuły branżowe dotyczące hardware-u 🙂

Tak przez kolegę, który miał skłonności do hazardu (obstawiał mecze) i sporadycznie korzystał u mnie z internetu (takie były czasy :D) poznałem pokera w odmianie Texas Holdem. Kolega ten przegrywał w Pokera drobne, które zostawały mu po ustawieniu zakładów.

Nie lubiłem kart i nie mogłem się nadziwić, z jakich powodów mój znajomy gra w grę w którą ciągle przegrywa. Jednocześnie się tym frustrując. Tak z ciekawości, zrobiłem własny research co to właściwie jest za gra… i to mnie pochłonęło. Okazało się, że są układy, cała teoria, strategie, masa zasad i zależności. A syntezując, okazało się, że można budować tu olbrzymie przewagi w oparciu o statystykę i początkowo proste strategie, o których w tamtym czasie większość grających nie miała zielonego pojęcia. A już napewno ich nie stosowała.

I tak, sama teoria pochłonęła mnie na 3-4 miesiące, w których w ogóle nie grałem. Tylko czytałem i uczyłem się podstaw statystyki, prawdopodobieństwa i podstawowych taktyk. W międzyczasie zacząłem podpowiadać mojemu koledze podczas jego gry, a ten przestał przegrywać 🙂 Były to jakieś symboliczne kwoty, ale sam fakt stworzenia planu/strategii, jego realizacja i wdrożenie w życie – było to coś, co porwało mnie w wir nauki i analizy a poźniej samodzielnej gry. Moment w którym poker stał się moim głównym źródłem dochodu nastąpił ok. 10 miesięcy po rozpoczęciu nauki, ale uświadomiłem to sobie dopiero po około 2 latach. W momencie w którym rezygnowałem z formalnego studiowania. „Formalnego” – chciałbym to w tym miejscu podkreślić, ponieważ cały czas studiuję nieformalnie i przyznaje, że cenie to sobie o wiele wyżej niż pseudonauka, która jak rak infekuje młode umysły… Obecnie indoktrynacja jaką uprawia się na Uniwersytecie Warszawskim jest tego niechlubnym przykładem.

A jak wyglądają kwestie formalne w przypadku tego typu pracy? Podatki, ubezpieczenie itp.

Podatki płacisz w postaci rake-u, czyli prowizji, którą obciąża Cię legalny operator bądź kasyno (w przypadku gry na żywo). Obowiązek formalny ciąży tym samym na operatorze. Aczkolwiek, nie wszędzie tak to wygląda.

Wszystko zależy od tego, o jakim kraju mówimy.

W Polsce od 2009r. poker został rykoszetem zdelegalizowany w wyniku ustawy hazardowej, która obliczona była na przykrycie afery politycznej.

Pamiętajmy też, że mamy prawo zakazujące zarówno podwójnego opodatkowania jak i orzecznictwo legalizujące środki pozyskane w sposób, które w EU jako kolektywie państw są legalne i zostały opodatkowane. Tłumacząc na język ludzki – jeżeli na terenie Hiszpanii zarobię np. 20k euro, to te pieniądze są legalne (ze względu na legislacje ES-EU) i opodatkowane. A zatem są zwolnione z ponownego opodatkowania u Nas w kraju.

Ile czasu dziennie musisz poświęcać na pracę, aby utrzymać się z w gry w pokera?

Tu właściwie należałoby ustalić, co mamy na myśli mówiąc „utrzymać się z gry”?

Dla jednego będzie to 7000zł, dla innego 3000zł a ktoś inny powie, że 17k to absolutne minimum żeby przeżyć.

Więc może posłużę się tu wymiernym, empirycznym przykładem:

W zeszłym roku przeprowadziłem 30 dniowy projekt pt. „Ile możemy zarobić grając niskie stawki online w 2018r.„.

Projekt zakładał grę konkretnych gier na niskich stawkach, czyli – intelektualny odpowiednik stażu/przyuczenia lub początkowy szczebelek kariery. W dodatku użyte zostało specjalistyczne oprogramowanie, które dokładnie mierzyło wyniki. Mowa o liczbach wynikających ze statystyki i Teorii Gier, nie zaś rzeczywistych wygranych obarczonych wariancją.

Mówiąc po ludzku, program wypluł nam twarde dane: a niskich stawkach było to ~50zł/h.

Ilość godzin zależy od naszych własnych możliwości i planu działania. Tutaj człowiek sam jest sobie szefem i poza wieloma korzyściami z takiego stanu rzeczy, jest też odpowiedzialność za cały plan działania i jego konsekwencje, który spoczywa tylko na nas. Nie ma instancji zwierzchniczej w tej materii 😉

Jeżeli o mnie chodzi myślę, że te 50-60 godzin miesięcznie, czyli 2h-3h dziennie, w zupełności wystarczy. Aczkolwiek nie robię takich założeń i nauczony wiedzą teoretyczną, ale popartą praktyką, staram się pracować regularnie. lecz nie na siłę. Jeżeli nie chcę, robię sobie wolne. Jeżeli nie mogę się skupić to przerwam pracę. Jeżeli potrzebuje dłuższej przerwy, to ją po prostu robię.

Takie podejście bardzo dobrze procentuje w long runie.

Z tego co słyszałem, w Azji mieszka sporo pokerzystów. A czemu Ty zdecydowałeś się na życie cyfrowego nomady?

My pokerzyści trochę wyprzedziliśmy ten cały boom na taki tryb życia, na tę zabawną nomenklaturę 🙂 W 2008r. grałem online z Czeskiej Pragi czy Wiednia. W 2009-2011 r. chłopaki eksplorowali Tajlandię, jak w Polsce się jeszcze każdemu wydawało, że tam jest dzicz i zaścianek. O czymś takim jak praca zdalna (teraz tak modna) nie będę się rozwijał, bo to cecha immanentna pokera online.

Ja się nie musiałem na nic decydować. Po prostu tak żyję, na własnych zasadach. Dzisiaj nazywają to cyfrowym nomadyzmem.

Chociaż trzymając się tej dzisiejszej nomenklatury, nazwałbym się raczej jakąś krzyżówką nomady z expatem. Ponieważ lubię rozbić bazę w jednym miejscu, posiedzieć dłużej, poczuć się jak lokals. Te pierwsze tygodnie w nowym miejscu, to zawsze taka emocjonalna karuzela i za każdym razem nie mogę się doczekać, co będzie jak te emocje opadną. Dopiero wtedy zaczynamy dostrzegać szczegóły, dostrzegamy blaski i cienie. Jakie to miejsce jest naprawdę. Także ten element „zapuszczenia korzeni”, gdzieś we mnie jest. Zapewne w sensie antropologicznym, nie zależy on ode mnie – tak czy inaczej, jest mi bliski.

Czytałem na Twoim blogu, że postanowiłeś zrobić sobie prawie 2 roczną przerwę od pracy. Skąd taka decyzja?

Tego, jak długo moja przerwa będzie trwała, oczywiście nie zakładałem. Aczkolwiek, zwyczajnie jej potrzebowałem.

Natomiast poker online rozwija się bardzo, ale to baaaaardzo szybko. W ciągu ostatniej dekady nastąpiły takie zmiany – jakie dla porównania – zaszły w dziedzinie wysokich technologi i automatyzacji w okresie XX-XXI w. Także można by się nawet pokusić o jakąś periodyzację historii pokera online.

W pewnym momencie przyszło wypalenie. Wraz z upływem czasu „charakter życia” ewoluuje. Nie podporządkowujesz już 100% swojego czasu grze, analizie itp. tylko dzielisz czas dla znajomych, kobiety, dochodzą inne pasje, obowiązki itd. to wszystko ma impakt na warsztat i wyniki.

Grałem średnie i wysokie stawki w swojej odmianie, a po latach musiałem zejść niżej. Pomimo tego, że jako pokerzysta miałem lepszy warsztat, większą wiedzę i doświadczenie, ale zarówno czynniki zewnętrzne o których pisałem na początku jak i te wewnętrze/społeczne przełożyły się na taki rezultat.

Mówiąc krótko: wiedziałem więcej, zarabiałem mniej.

A warto też podkreślić, że kto nie idzie do przodu, ten się cofa. W pokerze na wysokim poziomie wiedza bardzo szybko się dewaluuj. Dlatego, żeby zostać na pewnym poziomie trzeba stale się rozwijać i pracować nad grą. A młode wilki cały czas gonią. Dokładnie tak samo jak robią to sportowcy.

Podjęcie takiej decyzji to jedno, ale utrzymanie się przez tyle miesięcy to zupełnie inna kwestia. Jak przygotowywałeś się do takiej przerwy?

Muszę przyznać, że nie byłem zbyt dobrze przygotowany. Owszem miałem oszczędności, ale nie na tak długi okres.

Nie planowałem przerwy. Chciałem odpocząć kilka miesięcy, może rok i się przebranżowić. Myślałem, że będzie to bardzo proste i „problemem” będzie tylko to, co wybrać. Przecież nie tylko ja, ale każdy z moich kolegów po fachu z wynikami to ekspert od analizy danych, behawioryzmu, zarządzania, podejmowania decyzji itp. Rzeczy o których przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia. A nawet jeżeli ma (kierunki ścisłe) to nie korzystał z nich w praktyce.

Notabene: właśnie dlatego, powszechnie wiadomo, że szachiści czy pro-gamerzy radzą sobie lepiej z implementacją Teorii Gier niż stricte matematycy pracujący w pełnej abstrakcji.

Cóż, myliłem się bardzo 🙂

W każdym razie, próbowałem wejść w klika branż od strony analitycznej, konsultingu czy marketingu. Nawet czegoś sam dla siebie się nauczyłem, bo zainteresował mnie temat Data Sciene. Liznąłem trochę analizy danych w Pandasie i jakieś podstawy Pythona. Dostałem też ofertę stażu.

Natomiast odbijanie się od mało rozgarniętych Pań z HR-u było naprawdę frustrujące.

Generalnie, doświadczyłem powszechnego deprecjonowania mojego warsztatu. Tylko przez fakt, że używałem i szlifowałem go grając w grę strategiczną.

A to jest tylko gra – model. Natomiast umiejętności wyciągania logicznych wniosków ze statystyk, implementowania strategii, znajomości ludzkiej psychiki – behawioryzm, zasad zarządzania kapitałem itp. itd. twardo potwierdzone wynikami na przestrzeni lat, to warsztat który działa w całym sektorze rynkowym.

Przykład: Pewna Krakowska firma poszukiwała analityka danych, specjalizującego się analizowaniu danych z gier mobilnych. Chodziło o wyłapywanie tendencji, wzorów czy tworzenie nowych wskaźników. Generalnie o przetworzenie informacji – czyli coś, na czym się znam i mam w tym duże doświadczenie (btw. Ilość i złożoność tych wskaźników w porównaniu do HUD-a pokerowego to jak porównanie warcabów z grą w szachy). Wysłałem więc aplikacje, załączając do niej solidną próbkę moich wyników przekraczającą $100k/365k zł – jako twarde dane, które jasno wskazują, że pracuję ze wskaźnikami, znam się na tym. Dodatkowo konkurując z żywym człowiekiem po drugiej stronie, czyli proces nieporównywalnie bardziej skomplikowany.

Sympatyczna Pani z HR-u, na oko niedawno po jakiejś turystyce i rekreacji, mając przed oczami moją aplikacje z wynikami, zapytała się mnie: „czy mam jakieś projekty ?” i „czy ten wykres, to tak sam, czy w ramach pracy z kimś”. Uznała to zwyczajnie za jakiś obraz typu „demo giełdy” lub po prostu obrazek z liczbami. Dodała przy tym, że mam ciekawą pasja.

Dlatego w pewnym momencie stwierdziłem, że muszę dokonać rewizji swoich założeń. Oszczędności zaczynały się kończyć a ja mógłbym szukać kontaktu z jakimś kierownikiem, właścicielem lub kimś decyzyjnym w nieskończoność. Stosunkowo szybko załapałem, że HR nie jest zbyt lotny i szuka wydrukowanych przez uczelnie bezrefleksyjnych robotów. Dodatkowo po 2 rozmowach w dużych korporacjach stwierdziłem, że nawet za dobre pieniądze, nie bardzo bym chciał w nich pracować.

Więc początkowo dość pragmatycznie, lecz już bez wypalenia i z entuzjazmem wróciłem do profesji, doceniając co mam i na co mogę sobie pozwolić.

Widziałem na Twoim blogu, że czasami publikujesz screeny ze swoich zarobków z pokera. Mógłbyś opisać, jak wyglądają sprawy finansowe w przypadku takiego zawodu?

Nie widzę problemu. Pokerzyści to nie urzędnicy, gdzie 95% nie mówi o swoich zarobkach, ale tajemnicą poliszynela jest, że zarabiają mało, a pozostałe 5% to synekury i dzieci nepotyzmu, więc tez nie wypada.

W 2014 roku byłem jednym z obiektów badań wydziału Psychologi na UMCS Lublin i publikacji wyników tych badań w czasopiśmie: „Psychologia Ekonomiczna”. Dotyczyły one cech pokerzystów i ich związku z osiąganymi przez nich wynikami finansowymi w grze a także cechami kognitywnymi, które różnią ich od amatorów i ludzi nie mających styczności z grą.

W grupie zawodowców było nas 30 osób a mediana zarobków wynosiła 222 tysiące złotych rocznie.

Natomiast należałoby tu zastosować pewną periodyzację, ponieważ w 2014 roku, gry były o wiele łatwiejsze a grupa badanych stosunkowo mała, dodatkowo składająca się z kilku czołowych graczy.

Dzisiaj Poker jest dużo trudniejszy, ale co ciekawe, ilość zawodowych pokerzystów jest większa niż 5 lat temu.

Obecnie, mechanizm zarobków Pokerzystów porównałbym do zarobków np. zawodowego muzyka po szkole muzycznej.

Tzn. Jest kilku muzyków wybitnych zarabiających krocie i kilku grających do kotleta. Natomiast większość proporcjonalnie do włożonej pracy, plasuje się gdzieś w środku (taka krzywa Gaussa). Składy lokalnych Filharmonii mają wiele wakatów, a każdy po szkole muzycznej ma możliwość zajść daleko własną pracą. Są różne instrumenty i funkcje (ludzie grają, śpiewają, komponują).

Dokładnie tak samo jest w Pokerze.

Ogółem:

Polscy zawodowcy zarabiają w tych widełkach: 15-120$/h. Kilku wybitnych zarabia nawet do 400$/h.

Teraz wszystko zależy od stawek na których gramy. Do pewnego momentu, wchodzenie po stawkach wynika tylko z pracy, jaką włożymy we własny rozwój.

Generalnie do średnich stawek, można wejść samemu – dlatego przyjmę to jako wyznacznik a takich pokerzystów wśród zawodowców jest również najwięcej (takie składy podstawowe miejskich Filharmonii, nie gwiazdy czy uliczne grajki).

Szczegółowo:

Pokerzysta średnich stawek (gry spin go) zarabia: 25-40$/h. Co przy 120 godzinach miesięcznie daje zarobki rzędu: 3000-4800$.

Myślę, że ten opis odzwierciedla dość dobrze i wiarygodnie zarobki w branży.

Żeby jeszcze bardziej (nie wiem, czy się da) rozpalić wyobraźnię czytelników: ile najwięcej wygrałeś a ile przegrałeś?

W pojedynczym turnieju najwięcej wygrałem $22.000 (a 33.500$ tego dnia łącznie). Jestem graczem turniejowym (nie przegrasz więcej niż wpisowe) więc musiałbyś sprecyzować, o jaką przegraną Ci chodzi. Ujmijmy to tak, największa strata jaką zanotowałem jednego dnia to 12.000$.

Często pracujesz w nocy. Trudno przestawić się na taki tryb pracy? Łatwiej pracuje Ci się z Polski czy z Azji?

Ha! Zaskoczę Cię!

W nocy pracuje bardzo rzadko. W pokerze, nie tylko strefa czasowa się liczy, ale także rodzaj gier w jakich się specjalizujesz.

Obecnie gram format gier, które trwają krótko i są dostępne całą dobę. W związku z czym, staram trzymać się planu dziennego:

  • 09 – 10:00 – wstaję
  • 11 – 12:30 – gram pierwszą sesję
  • 14 – 15:30 – kolejną
  • 18 – 19:00 – ostatnią (często gram tylko dwie pierwsze)

To taki najczęstszy schemat, ale zdarza mi się wstawać o 5-6 rano. Bywają też pobudki po 17. Ogólnie temat snu i rozkładu dnia jest dość złożony. Dużo czytałem w tym aspekcie i testowałem wiele opcji w praktyce.

Długie lata pracowałem w nocy i przestawić się na taki tryb jest stosunkowo łatwo. Natomiast trudno z niego wrócić. W dodatku praca w nocy ma dużo skutków ubocznych. Zarówno fizycznych, psychicznych jak i społecznych.

Generalnie nie do przeskoczenia jest to, że najlepiej dla nas, jest wstawanie wczesnym rankiem.

Co do Azji: jeżeli pracuję z rana to gra się dużo lepiej, ponieważ w Europie jest późna noc a co za tym idzie, dużo ludzi jest zmęczonych, gracze rekreacyjni są w różnym stanie psycho-fizycznym a my po drugiej stronie globu jesteśmy wyspani, pełni energii a nasz mózg działa na najwyższych obrotach.

Natomiast w przypadku gry turniejowej – co oznacza, że to gracz musi się dostosować pod godzinę o której startuje turniej – Azja jest bardzo złym kierunkiem, ponieważ turnieje startują głównie wieczorem 18 – 23 czasu CET czyli np. w takiej Tajlandii przypada to na 24 – 5 (mowa o samej rejestracji). Tu idealna byłaby np. Ameryka Północna, dlatego wielu graczy turniejowych odwiedza Meksyk.

Dlatego, tak jak to często można usłyszeć od specjalisty w danej dziedzinie, odpowiedź brzmi: „To zależy :)”.

W moim przypadku, obecnie łatwiej pracuje mi się z Azji.

Część osób, które przeczyta tę rozmowę, może zainteresować się tematem pokera. Sam mam znajomych, którzy dużo grają i chcieliby żeby to była ich praca. Masz jakieś rady dla początkujących? Jak zacząć, jak się rozwijać, na co zwrócić uwagę?

Ok! Najpierw kilka istotnych uwag.

Może powiem tak, kilka osób szkoliłem, nawet jeden czołowy Polski pokerzysta wyszedł spod mojego warsztatu, natomiast nie znam nikogo, kto zrobiłby z pokera pracę przychodząc tylko dla pieniędzy.

Ale podobnie jest z programowaniem. Taki duży hype na zarobki, nagle każdy chce być programistą, ale Ci którzy zostają, nigdy nie są dla samych pieniędzy. Programowanie ma elementy wspólne z pokerem, jest tam logika, panują pewne prawa itd. – jednym słowem, istnieje paradygmat. Jeżeli ktoś, nie znajdzie nic „swojego” w tym paradygmacie, to żadne pieniądze go nie zmotywują do wykonania pracy, która jest niezbędną na uzyskanie kwalifikacji.

Dlatego pierwsze i najważniejsze. Jeżeli pieniądze mają być pierwszą przyczyną dla której chcielibyście się tym zająć to oznacza, że nie jest to dla Was.

Gram w karty ponad 12 lat i nie widziałem nikogo, kto by z takim nastawieniem został zawodowym pokerzystą. Ba! Nawet wygrywających amatorów ciężko było by znaleźć.

Co innego, jak np. szachista wybiera pokera. Mimo że bardziej kocha szachy to wybiera inaczej, bo tu więcej zarobi. Widziałem to wielokrotnie, ale jest element wspólny: strategia, taktyka, rywalizacja itp. Tak jak zapaśnik, który idzie do MMA vs kowalski z tapczanu do MMA.

Po drugie, dzisiejszy poker jest obiektywnie trudną dziedziną i wiedza, której potrzebujecie, żeby wejść np. na poziom „zawodowca średnich stawek” – o jakim pisałem wyżej – jest tak duża i w wielu aspektach dość skomplikowana, a także trudna w implementacji, że przechodząc tą drogę, równie dobrze moglibyście przejść jakąkolwiek.

Nie będę używał tu sformułowań „łatwiej” czy „trudniej” bo dużo z tego jest subiektywne, ale z całą pewnością łatwiej pozyskać kompetencje barmana, sprzedawcy, korpo-szczura niż grać zawodowo w karty. To w ogóle nie ten poziom. Jeżeli chcecie być zawodowymi pokerzystami, równie dobrze możecie zostać programistami, prawnikami, pilotami, analitykami… kimkolwiek.

Powtarzam to ponieważ, dużo ludzi tego nie mówi, ale wydaje im się, że to łatwe i przyjemne zajęcie. A zwyczajnie tak nie jest. Ważne żeby mieć tego świadomość.

Wyciągnijcie też wnioski z mojej historii, jestem solidnym graczem „Lubelskiej Filharmonii” z toną doświadczenia, szeroką wiedzą i mocnymi podstawami. W momencie wypalania, problem przebranżowienia okazał się dużo większy, niż mi się wydawało a specyficzne kompetencje mimo, że cenne to przenieść jest trudno.

Podejmowanie decyzji dla nas kluczowych, powinno odbywać się w sposób przemyślany, roztropny i z posiadaniem kompletnych informacji. Zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych, które streściłem Wam powyżej.

A teraz do rad, bo poker to piękna gra! Nadal jest miejsce na rywalizację, rozwój i zarobienie taczek dolarów.

Największe błędy, jakie popełniają początkujący i średnio-zaawansowani gracze to błędy konceptualne, wynikające z braku rozumienia.

1. Podstawowa rada to: właściwie stawiaj pytanie!
Amator pyta: „jak mam zagrać?” lub „Co powiniennem zrobić?” natomiast podstawowym pytaniem jest „dlaczego?”.

Generalnie budowanie KAŻDEGO zagrania powinno biec takim paradygmatem myślowym:

  1. co chcę osiągnąć?
  2. dlaczego chcę to osiągnąć?
  3. w jaki sposób chcę to osiągnąć?
  4. dlaczego w ten sposób?

W taki sposób budujemy cały proces myślowy, który na bierząco poddajemy logicznej weryfikacji a w końcowym stadium krytyce. Wybieramy taki, który jesteśmy w stanie najlepiej obronić, korzystając z racjonalnych argumentów.

2. Eliminacja myślenia magicznego.
Temat polecam zgłębić niezależnie od kontekstu tej porady, bo myślenie magiczne to nie tylko domena amatorów pokera, ale także części świata pseudo-nauki (szczególnie tej humanistycznej) czy historycznie już oświeceniowej ciemnoty.

W telegraficznym skrócie:

  • Nie nadajmy rzeczom wartości, których nie posiadają.
  • Nie ma: ulubionych kolorów czy kart, pechowych układów, pechowych liczb itd.
  • Myślicie racjonalnie i opieracie się tylko o faktyczne dane wynikające ze statystyki, zasad prawdopodobieństwa i ciągu logicznego przyczyna – skutek.

3. Wnikliwa i krytyczna analiza historii rozdań z wykorzystaniem w/w narzędzi.

4. I dopiero w kolejnym kroku poleciłbym: grupy, fora, szkoły pokerowe itd. Jest dzisiaj tego pełen wybór. Ale musicie zrozumieć, że nawet najlepszy film szkoleniowy, najlepszego gracza, nie nauczy was niczego, jeśli będziecie próbowali nauczyć się go na pamięć czyli skopiować, zamiast zrozumieć.

To tak w dużym skrócie.

Czy długość gry wpływa negatywnie na jej jakość? Ma sens granie po 5-6-7-8 godzin ciągiem?

To zależy od kontekstu. Zapytaj się kolarza, czy długość trasy wpływa negatywnie na jakość jazdy? Pytanie jest źle postawione. Powinno być „jak się przygotować do długiej trasy?” lub „jak długa trasa wpływa na kolarza?”. Bez przymiotu zakładającego negatywny aspekt czegoś, co jest stałym elementem danej dziedziny.

Temat długości gry jest bardzo istotny i jest on częścią warsztatu pokerzysty, a właściwie mowa o rozumieniu tego w jaki sposób pracuje nasz mózg.

Generalnie mózg przeciętnego człowieka, jest w stanie pracować w pełnym skupieniu (w szczycie) średnio przez ~20 minut. Po tym czasie poziom koncentracji na problemie spada, co przekłada się na jakość odbieranej informacji, a to w konsekwencji na podejmowane decyzje.

Spadek poziomu koncentracji jest procesem, więc odbywa się stopniowo, dla przykładu:

  • 20 minut = 100% koncentracji
  • 40 minut = 70% koncentracji
  • 60 minut = 63% koncentracji

Taki model przyjmijmy jako średnią.

W Pokerze jakość koncentracji przekłada się bezpośrednio na decyzje, a ta na wynik, w związku z czym stosuje się skale oceny poziomu koncentracji dla naszej gry i tak można wyróżnić tzw.

A-game
B-game
C-game
Itd.

Jakość i poziom koncentracji możemy trenować a celem jest jak najdłuższe utrzymanie w zależności od formatu gry w krótkich będzie to A game w długich będzie to A-B game.

Tak jak maratończyk, który potrzebuje innej kondycji niż sprinter.

Dlatego nasz trening pod krótki wysiłek umysłowy, wygląda inaczej, niż pod ten długodystansowy.

Teraz czy ma sens granie ciągiem?

Np. przeciętny turniej pokerowy trwa ok. 7-9 godzin (niezależnie od nas), więc naszym zadaniem jest dobrze się do niego przygotować i umiejętnie rozkładać naszą koncentrację. Trzeba się tego nauczyć.

Natomiast w przypadku grania gier w których sami decydujemy o ich długości, jakość gry prosto możemy przeliczyć na zarobek, więc dość łatwo ustalić optymalny czas gry a także jej jakość. Cały czas mowa o jakości, która wynika z działania fizycznych receptorów i neuroprzekaźników, nie zaś posiadanej wiedzy.

Poker uczy, że czym innym jest wiedza, czym innym jej zrozumienie a jeszcze czym innym zastosowanie tego co się wie i rozumie.

A jak jest z językiem angielskim. Ma znaczenie w pracy pokerzysty? Czy osoba, która jako-tako się dogada poradzi sobie?

Werbalny nie jest istotny, natomiast rozumienie tekstu pisanego i terminologii jest raczej konieczne. Większość materiałów szkoleniowych jest w języku angielskim, również kilka świetnych kanałów jest w tym języku.

Także tak, język angielski ma znacznie i w mojej opinii rozumienie podstaw jest konieczne.

Opisz proszę, jak wygląda Twoje stanowisko pracy? Nie ma dla Ciebie znaczenia, gdzie pracujesz czy musisz mieć odpowiednie przygotowane miejsce, aby w spokoju pracować?

Pewnie, że ma! I to olbrzymie.

Zawszę chce mi się śmiać z tych zdjęć typu drink, palma, laptop i „cyfrowy nomada” pracuje – haha.

Pracowałem w różnych konfiguracjach, ale nigdy tak 🙂

Mój podstawowy setup:

  • solidna stacjonarka + 2x 30” Dell u3011,
  • dobry fotel korekcyjny: Ergohuman (bardzo sobie chwalę),
  • stabilne połączenie: internet z 2 niezależnych źródeł.

Setup wyjazdowy to laptop 15″ + monitor 22″, ale nauczony doświadczeniem po Azji, będę zmieniał laptop na mniejszy 13″ + większy monitor 24″.

To jeżeli chodzi o sprzęt. Natomiast co do warunków pracy to co-worki czy miejsca publiczne absolutnie odpadają. Okolica musi być spokojna, a pomieszczenie dobrze izolujące dźwięk.

Dodam, że warto jest także dobrze planować sobie kalendarz. Długa praca w izolacji potrafi mocno odizolować od społeczeństwa… warto mieć to na uwadze, że pracując solo jako pokerzysta np. z Tajlandii, będzie nam dużo trudniej o interakcje z ludźmi, niż w przypadku innych profesji wykonywanych zdalnie. Myślę, że podobnie mogą mieć pod tym względem traderzy.

Każdy kto jest pierwszy raz w Azji robi zdjęcia przewodów energetycznych. Zdarzyło Ci się kiedyś przegrać dużą sumę przez problemy z internetem?

W Azji nie, natomiast wiele lat temu – za czasów internetu radiowego – zdarzyło mi się to wielokrotnie w… Polsce. Myślę, że łącznie uzbierałaby się kwota bliska 5 cyfr w dolarach. Zima, zamieć i bach nie ma internetu na 20 minut. Człowiek rwał włosy z głowy 😀

Opisywałeś u siebie na blogu różne miejsca pod kątem zwiedzania i pracy. Jakbyś miał wybrać 2-3 najlepsze miasta dla cyfrowych nomadów to które byś polecił?

Jeżeli mówimy o Azji, to pracowałem z Tajlandii, Wietnamu i Indonezji.

Zdecydowanie numerem jeden jest w mojej opinii Chiang Mai

  • Świetne jedzenie, nie tylko Tajskie.
  • Piękna okolica.
  • Jest duże, ale nie za duże – czyli mamy uroki dużej metropolii i technologii a 20 min. jazdy skuterem teleportuje nas na urokliwą prowincję.
  • Stosunek ceny do jakości jest w mojej opinii nie do przebicia.
  • Dobre połączenie z kolejną ciekawą destynacją, czyli Wietnamem.

Odrobinkę za CM umieściłbym ex aequo:

Hanoi:

  • Ruch uliczny w Wietnamie to coś pięknego. Wielu przeraża, ale ja jako doświadczony motocyklista bardzo szybko się zaadaptowałem i jeździło mi się rewelacyjnie. Była to jedna z największych atrakcji i przeżyć jakie doświadczyłem podróżując po Azji.
  • Posiada pory roku więc np. na wiosnę wszystko kwitnie, mamy rześkie powietrze i wszechobecny nieład – piękna sprawa.
  • Architektura Hanoi jest dość specyficzna, warta uwagi i aklimatyzacji w tym miejscu na dłużej.

Bangkok:

Na początku przytłaczał, ale po zaadoptowaniu się w Azji i kilku większych miastach jak Hanoi czy Sajgon, finalnie nie sposób nie wymienić tej pięknej super-metropolii. Ma wszystko czego potrzeba. Poczynając od jedzenia, przez nieruchomosci na każdą kieszeń, na połączeniach lotniczych kończąc.

Nie trudno zauważyć, że wymieniłem same metropolie i super – miasta. Wynika to z faktu, że czym innym jest np. wyjazd na Bali na wakacje ze znajomymi a czym innym, normalne życie przez kilka miesięcy na tej samej wyspie.

Z Bangkoku może polecieć na którąś rajską wyspę w każdej chwili, dostosować dzielnice względem naszych potrzeb nie rezygnując przy tym z tego, co myśl ludzka, technologia i wielka metropolia ma nam do zaoferowania. Natomiast w druga stronę już tak to nie wygląda. Aczkolwiek warto pamiętać, że każdy jest inny, ma inne preferencje i uwarunkowania. Tak czy inaczej, życie to weryfikuje. Pracowałem z Bali 2 miesiące. Pierwsze 3-4 tygodnie było spoko, ale później, początkowo małe braki zaczęły się uwypuklać. A za to po 2 miesiącach w Chiang Mai ciągle było mi mało, po prostu sobie tam żyłem.

Dlatego każdemu polecam sprawdzanie empirycznie i uczenie się samego siebie, bo to jest piękno podróżowania – uczymy się jacy i kim jesteśmy!

Super, bardzo dziękuję za wywiad i dużo bardzo ciekawych i mądrych przemyśleń!

Dzięki !

Ps. Korzystając z możliwości transparentności przekazu, chciałbym pozdrowić Pawła z kanału „Programista na wakacjach” – widzę, że masz z nim tu wywiad, a jest to chłopak, którego oglądałem od początku prowadzenia przez niego w/w kanału i którego podziwiałem za zaskakująco dojrzałe refleksje i podejście do życia w tak młodym wieku (mowa o jego starych filmach).

Piąteczka!

1 komentarz

Newsletter

W każdy czwartek wysyłam newsletter z najciekawszymi artykułami i wydarzeniami ze świata biznesu, programowania i cyfrowego nomadyzmu. Zapraszam! 🙂

Trwa zapisywanie na listę mailingową...

Dzięki, do usłyszenia niedługo! 🙂 

Michał Molenda

Michał Molenda

 

Od ponad 12 lat pracuję jako programista aplikacji webowych. Prowadzę firmę Code Apps, w której wraz z zespołem tworzymy dedykowane oprogramowanie. Od 7 lat jestem cyfrowym nomadą, czyli łączę pracę z podróżami.

Na blogi poczytasz o programowaniu, prowadzeniu firmy, produktywności i cyfrowym nomadyzmie.

Facebook